Był sobie chłopczyk

Autor:
Ewa Winnicka
Fotografia:
Magdalena Wdowicz-Wierzbowska
oraz:
Magdalena Wdowicz-Wierzbowska
Wydawcy:
Wydawnictwo Czarne (2017)
Legimi (2017)
Wydane w seriach:
Reportaż
Reportaż - Wydawnictwo Czarne
ISBN:
978-83-8049-581-4, 978-83-8049-603-3
978-83-8049-626-2
Autotagi:
druk
książki
literatura faktu, eseje, publicystyka
4.7 (6 głosów)

Ta historia zaczyna się od nietypowego pogrzebu bezimiennego chłopca, pogrzebu, na który przybyły tłumy. Ewa Winnicka krok po kroku rekonstruuje wydarzenia, które zakończyły się tragedią. Podąża śladem policjantów, których upór doprowadził w końcu do tego, że nieznany chłopczyk odzyskał tożsamość. Teraz wiemy, że był to Szymek z Będzina, którego śmierć rodzice ukrywali przez dwa lata. Dziecko zmarło w lutym 2010 roku w wyniku obrażeń po uderzeniu w brzuch. Jego ciało rodzice porzucili w stawie w Cieszynie. I być może nikt by się nie dowiedział, że chłopczyk nie żyje, gdyby nie pewna złośliwa sąsiadka.
Więcej...
Wypożycz w krakowskiej bibliotece
Dostęp online
Dodaj link
Recenzje
  • O sprawie wyłowienia zwłok dziecka ze stawu w Cieszynie słyszał chyba każdy. Był okres, gdy jego narysowana z uwzględnieniem każdego szczegółu twarz nie schodziła z czołówek wszystkich mediów, a zastąpiła ją (o ile to jakkolwiek właściwe słowo do użycia w tym kontekście) podobizna małej Madzi z Sosnowca. • Nie chcę skupiać się w tej recenzji na moralnym osądzie którejkolwiek z osób, których tamte wydarzenia dotyczyły bezpośrednio lub pośrednio. Nie chcę wskazywać, która wersja prawdy jest tą "prawdziwą", nie chcę zrzucać kalumnii na bliską rodzinę - dziadka, babcię - chłopca. Zależy mi wyłącznie na tym, aby ocenić reporterską pracę, jaką przy pisaniu wykonała Ewa Winnicka oraz skomentować to, jak ona sama przedstawia tamte wydarzenia. • Zapewne możecie czuć się początkowo zaskoczeni tym, że książka jest tak krótka. Liczy ona bowiem około 150 stron tekstu, przy czym zawiera też fotografie. W ostatnim czasie autorzy i wydawnictwa przyzwyczaili nas raczej do wielkich, obszernych cegieł stanowiących prawdziwe kompendium wiedzy na dany temat. Tutaj jednak liczba stron jest optymalna i prawie wyczerpuje temat. Czemu prawie? O tym za chwilę. • Autorka relacjonuje tę zbrodnię bardzo skrupulatnie. W pierwszej części skupia się na meandrach śledztwa od momentu odnalezienia przez grupę chłopców zwłok Szymona do poinformowania głównych śledczych o odnalezieniu podejrzanych. Cały ten rozdział jest poświęcony ukazaniu tej sprawy z perspektywy policjantów zaangażowanych w nią. Ewa Winnicka opisuje jakie działania i na jaką skalę zostały przedsięwzięte, aby nie tylko dowiedzieć się kim był sprawca – lub sprawcy – ale i, a może nawet przede wszystkim, by chłopiec odzyskał swoje imię i tożsamość. Jest tu sporo o emocjach, które targały policjantów, którzy niejednokrotnie sami mieli dzieci w wieku zbliżonym do wyłowionego dziecka. Już na tym etapie, kiedy nie było jeszcze wiadome co tak dokładnie się stało, prowadzący sprawę bali się, że ich policjanci będą mogli chcieć sami wymierzyć sprawiedliwość, gdy wreszcie znajdzie się odpowiedzialny za zbrodnię. • Interesującą dla mnie kwestią poruszaną w tym rozdziale było również to, że autorka przytoczyła kilka wypowiedzi, które można było znaleźć w Internecie w niedługim czasie po odnalezieniu chłopca. Co było w nich takiego, że uznałam to za ciekawe? Jesteśmy dwa lata przed głośną sprawą z Sosnowca. Nie mamy pojęcia, co tak naprawdę stało się Szymonowi (czy też Jasiowi, jak nazwali chłopca policjanci), nie wiemy jeszcze kto jest za to odpowiedzialny, ale już społeczeństwo osądza matkę dziecka, jako główną winowajczynię. Nie ojca – matkę. Oczywiście, my wiemy jak kończy się ta sprawa, niemniej jednak zostawiam Wam tę kwestię do przemyślenia. • Druga część to rozdział biograficzny. Poznajemy tu trudy dzieciństwa rodziców Szymona, dowiadujemy się jak wyglądało ich życie zanim się poznali i zanim urodził się ich jedyny wspólny syn. To ta część książki, która jest najbardziej wstrząsająca, bowiem opisuje też jak wyglądało króciutkie życie chłopca i jak – prawdopodobnie – wyglądała jego długa i bolesna śmierć. To rozdział o zbrodni, której większość z nas nawet sobie nie wyobraża, że mogłaby się wydarzyć. Obiecałam na początku tej recenzji, że będę unikać wszelkich ocen moralnych, ale muszę złamać tę zasadę, bo naprawdę nie wiem, jakim trzeba być człowiekiem, by zaserwować swojemu własnemu dziecku taki los. Jak można patrzeć na powolne umieranie swojego malutkiego syna, a później zbezcześcić jego ciało i ograbić go z imienia, z tego kim jest. Naprawdę trzęsły mi się ręce, gdy czytałam, jak skrupulatnie i bez większych emocji, rodzice dokładnie zaplanowali, jak mogą pozbyć się ciała. • Równie wiele emocji wywołał we mnie fakt, że przez dwa lata nikt – ale to dosłownie nikt – nie dziwił się temu, że dziecko dosłownie wyparowało. Jednego dnia było, a drugiego już nie. Oczywiście spora w tym zasługa rodziców – zwłaszcza matki – których kreatywność w wymyślaniu sposobów, by przechytrzyć nawet własną rodzinę jest...No, po prostu łał. • Autorka opisuje te wydarzenia bez ocen. I wydaje mi się, że po tym można poznać jej reporterski kunszt. Swoją opinię i swoje zdanie na temat tego, jakie zmienne mogły doprowadzić nie tyle do zbrodni co do tego, że przez dwa lata mały chłopiec był w stanie dosłownie zniknąć z systemu i życia całej rodziny, a nikomu nie wydało się to dziwne; zostawia na koniec, gdy od początku do końca już wszystko opisze. • Trzecia część to już wzajemne oskarżanie się rodziców o to co zaszło oraz krótki opis nie tyle samego procesu sądowego, co raczej chronologiczne ukazanie jakie w tej sprawie zapadały wyroki i co wpływało na ich zmianę. To też bardzo bolesny rozdział o rozpadzie całej rodziny. Bo to co się wydarzyło nie rzutowało tylko na życie oskarżonych i skazanych. Dramatycznie wpłynęło to na losy ich dzieci i ich rodziców. Ci ostatni już zawsze będą nosili na sobie piętno współwinnych choć sami w paskudny sposób zostali oszukani przez własne dzieci. • I wreszcie ostatnie strony, w których Ewa Winnicka pozwala już sobie na wyrażenie własnej opinii. Autorka przytacza dosłownie streszczeniową wersję historii samego Będzina, samego Zagłębia. Opisuje ludzi, którzy przez poczucie tymczasowości – które zakorzeniło się w nich w latach 40.-50. i nie chce puścić – stali się obojętni na wszystko to, co ich otacza. Ludzi, którzy tak samo jak nie zauważają brudnych i obrzydliwych klatek oraz wind w swoich blokach, nie są w stanie zauważyć, że na dwa lata znika z ich najbliższego otoczenia dziecko. I nie wydaje im się to niczym niezwykłym. • Bardzo podobał mi się ten reportaż. Moim zdaniem Ewa Winnicka dobrze go napisała, nie starała się oceniać, skupiła się na wyłącznej pracy reporterskiej i przeprowadziła ją bardzo dokładnie, ponieważ na koniec lektury nie ma się poczucia, że coś zostało nied­opow­iedz­iane­. Wspomniałam na początku o tym, że czegoś mi zabrakło, by uznać temat za wyczerpany. Tym czymś było właśnie jeszcze większe rozbudowanie tej ostatniej części, z opisem Zagłębia. Zdaję sobie jednak sprawę, że autorka mogła specjalnie zostawić czytelnika z takimi niedomówieniami, aby ten mógł w tym wszystkim odnaleźć własne zdanie na temat i też nie chciała być może tego reporterskiego stylu zamienić w felieton, który ukazywałby tylko jej punkt widzenia. • Książka bolesna, książka prawdziwa, książka godna polecenia.
  • Tragedia, tak zacznę, co pewnie wystraszy niektórych... Tragedia dla czytającego i jednocześnie tragedia ludzi, którzy w tym uczestniczyli. Patologia, to drugie słowo, które z siebie wyrzucam i... żałoba. Trzy wyrazy, jak trzy krzyże dla dziecka, które niczemu i nikomu nie zaszkodziło. Urodziło się - tylko tyle, lecz dla rodziców, aż tyle. Niewygodny, rozwrzeszczany, wiecznie przeszkadzający. Chłopiec niespełna dwulatek, Szymonek, siódme dziecko Beaty, dziecko, którego nie kochała, nie broniła i któremu pozwoliła umrzeć w bezduszny sposób. Bo Szymek żył i nagle...zniknął. Zmarł w przeciągu 2-3 dni na zapalenie otrzewnej, nie przeżył ciosu w brzuch w jaki zadał mu ojciec. Ten też skrzętnie pozbył się ciała wyrzucając je do rzeki, by zatrzeć wszelkie ślady swego bestialstwa. A do tego doszły niesamowicie wiarygodne kłamstwa ukrywające syna, że niby jest u teściowej, niby u dziadka, nigdy z nimi. I co najważniejsze, nie gubili się w tych oszustwach. Gdyby nie natarczywa sąsiadka, która przyuważyła rodzinę i nagłe zniknięcie chłopczyka. Nie pomógł MOPS, opieka społeczna, kuratorzy...Nikt nie wiedział co się dzieje za drzwiami rodziny, nikt nie umiał zapobiec tragedii, nikt nie umiał wejść i zażądać widzenia. Aż pewnego dnia prawda wypłynęła na brzeg...ubrana w czerwoną kurteczkę... • Ewa Winnicka nie ocenia bestialstwa ludzi, którzy zamordowali Szymonka z Będzina. Staje na bezosobowej pozycji reportera, który oddziela fakty od własnych ocen i uczuć. My, czytelnicy, musimy się z nimi zmierzyć. Patologia panoszyła się w najlepsze, Do tego dochodziło oszukiwanie państwa i wszystkich instytucji, jakie wymagały zgłoszenia dziecka, czy choćby jego rejestracji. Przychodnie, ośrodki, deklaracje dokumentowe... • W głowie się nie mieści, co ci ludzi robili i jak. Jak traktowali dzieci, jak się nad nimi pastwili, poniżali, jak gnębili. • Są ludzie, którzy nie powinni mieć dzieci. • Nigdy.
Dyskusje

Brak wątków

Przejdź do forum
Nikt jeszcze nie obserwuje nowych recenzji tego dzieła.
Okładki
Kliknij na okładkę żeby zobaczyć powiększenie lub dodać ją na regał.
KrakowCzyta.pl to portal, którego sercem jest olbrzymi katalog biblioteczny, zawierający setki tysięcy książek zgromadzonych w krakowskich bibliotekach miejskich. To miejsce promocji wydarzeń literackich i integracji społeczności skupionej wokół działań czytelniczych. Miejsce, w którym możemy szukać, rezerwować, recenzować, polecać i oceniać książki.

To społeczność ludzi, którzy kochają czytać i dyskutować o literaturze.
W czasach, gdy na półkach księgarskich króluje literatura fantasy, książki odwołujące się do klasycznego gatunku hard science fiction stały się rzadkością. Z tym większą przyjemnością sięgnąłem po „PUSTĄ ZIEMIĘ” autorstwa Bohdana Szymczaka. • To powieść osadzona w klimacie klasycznej podróży międzygwiezdnej, która jak sądzę, została wprowadzona przez autora jedynie jako pretekst by wysłać bohaterów w przyszłość, a później wraz z nimi odkrywać zmiany, jakie zaszły na Ziemi po 752 latach. Futurologia jest bowiem głównym tematem powieści i trzeba uczciwie przyznać, że autorska wizja przyszłości jest nie tylko obrazowo i interesująco przedstawiona, ale też wiarygodnie umotywowana. Autor opisał rozwój globalnego społeczeństwa, którego zaczątki obserwujemy już dzisiaj i prowadząc dalej logiczny wywód doprowadził ludzkość do stanu, jaki według niego osiągnie za ponad siedemset lat. • Wartość powieści podnoszą również zawarte w niej wątki filozoficzne, gdyż to one w dużej mierze stanowią o tym, jakie będzie to społeczeństwo przyszłości. Dla polskiego czytelnika poglądy ludzi przyszłości mogą być trudne do zaakceptowania lub wręcz kontrowersyjne, gdyż zgodnie z przewidywaniem autora, społeczeństwo przyszłości będzie opierać się o system wartości, będący echem filozofii buddyjskiej. Postawione w powieści pytanie o sens istnienia, nie jest jedynie zabiegiem retorycznym, a udzielona odpowiedź z pewnością nie okaże się dla większości czytelników oczywista. Warto przemyśleć stanowisko autora, gdyż pozwoli to dostrzec w nim głębokie przesłanie, które okazuje się prawdziwe, niezależnie od wyznawanego przez czytelnika systemu wartości. • Nie mniej interesującym wątkiem jest opis podróży kosmicznej i problemów z jakimi borykają się bohaterowie. Są to zarówno problemy natury technicznej, jak i emocjonalnej. Pisarz wykazał się tu dużą znajomością tematu – technika przyszłości jest przekonująca a postaci bohaterów zróżnicowane i szczegółowo opracowane. To też należy do mocnych stron książki. Motywacje bohaterów wyruszających w podróż życia mogą zaskoczyć, ale chwilę później czytelnik odkryje, że właśnie tacy są prawdziwi ludzie, całkiem odmienni od tych sztucznie kreowanych, papierowych i nieskazitelnych zdobywców Kosmosu. Także uczucia, które w sposób nieunikniony pojawiają się pomiędzy uczestnikami wyprawy, są niebanalne i stają się coraz bardziej złożone w miarę jak rozwija się akcja. • Powieść idealnie wpisuje się w gatunek twardej fantastyki naukowej. Nie znajdziemy tu mieczy świetlnych ani skoków w nadprzestrzeń – wszystkie elementy twardo trzymają się współczesnej wiedzy naukowej, zarówno dotyczącej realiów podróży kosmicznej jak i wizji rozwoju sztucznej inteligencji. Jeśli dodać do tego wciągającą akcję i fabułę stopniowo odsłaniającą przed czytelnikiem tajemnice przyszłości, to otrzymamy receptę na książkę doskonałą, przy której nikt nudził się nie będzie. • Nie zawaham się użyć stwierdzenia, że „PUSTA ZIEMIA” może okazać się zwiastunem odrodzenia gatunku hard science fiction. Oby więcej podobnych książek ukazało się na rynku.
foo